czwartek, 02 wrzesień 2010AKANT Redakcja:
ul. Wiejska 89
85-458 Bydgoszcz
akant24@wp.pl
GG: 15616451
Menu główne
Strona Główna
Co na stronie?
Aktualny numer
Archiwum
O czasopiśmie
Kontakt
Szukaj
Popularne
Gościmy
Aktualnie jest 24 gości online
Nowości
Dołącz do nas


Stanisław Chyczyński - Epopeja lotnicza Drukuj
Już Kochanowski pisał: „Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry / I tak wysoko postawił, że z góry / Wszystek świat widzę, a sam, jako trzeba, / Tykam się nieba?" („Pieśń X"). Truizm: człowiek od zawsze marzył o lataniu, zazdroszcząc ptakom. Dedalowi to się opłaciło, Ikarowi nie. Odkąd bracia Wright otworzyli nową epokę w podboju przestworzy (I dekada XX w.), dokonując pionierskich, wiekopomnych przelotów, temat «latanie» zaczął w literaturze przeżywać swój renesans.
Pierwsza połowa ub. stulecia przyniosła w sumie niemało dzieł o tematyce lotniczej, począwszy od przesławnego „Nocnego lotu" (Exupčry), poprzez „Opowieść o prawdziwym człowieku" (Polewoj), aż po słynny „Dywizjon 303" (Fiedler). Niewątpliwie naszym największym pisarzem-lotnikiem okazał się Janusz Meissner, twórca takich bestsellerów jak „Szkoła orląt", „Żądło Genowefy" czy „L jak Lucy". Również powieść Hłaski „Palcie ryż każdego dnia" (nap. 1968) można by (po części) zaliczyć do tego typu piśmiennictwa. W poezji gwałcenie nieba przez latające maszyny także znajdowało odbicie – dość wspomnieć np. „Zakochaną w lotniku" Kazimierza Wierzyńskiego.
Wydaje się, że obecnie pływanie w powietrzu na sztucznych ptakach przestało być dla pisarzy wybitnie atrakcyjnym tematem. Nie świadczy to o kryzysie tej dyscypliny sportu, skoro różne aerokluby, rozsiane po całej Polsce, mają się dobrze. Raczej członkowie skrzydlatego bractwa rzadziej chwytają za pióro, by wyrazić swoje elitarne przeżycia. Szlachetnym wyjątkiem jest tu Anna Magdalena Mróz, warszawska poetka, która niedawno debiutowała zbiorkiem „Niebieskie od powietrza i ciepłe od trawy" (2008). Teraz wydała książkę poetycką „Trzeci diament" – w całości traktującą o lataniu. Część wierszy powtórzono w niej z debiutanckiego tomiku, np. „Piąta rano, na lotnisku Bemowo", „Podniebne orchidee", „Niebieski", „Śmierć szybownika", „Baśń o cumulusie", „Bańka mydlana", „Szybowce", „Lot" czy „Lot z dwuskrzydłym". Dziś takie przedruki to nagminny, ale niechlubny zwyczaj autorów i wydawców. Jednak Panią Annę usprawiedliwia to, że chciała skompletować monotematyczny zbiorek, adresowany do specjalnego odbiorcy. Publikację uzbrojono w posłowie, zwierzenia różnych pilotów, wyszukane i (nierzadko) wysmakowane fotografie oraz słowniczek „dla niewtajemniczonych".
Książkę „Trzeci diament" można by nazwać «epopeją lotniczą», gdyż poetka nie tylko opiewa (często w sposób egzaltowany) wszelkie uroki szybownictwa, ale też poszerza tematykę o motywy wojenne („Niebo nad Warszawą") czy wspomnienia z dzieciństwa („MIG-21"). Sam tytuł zdaje się nawiązywać do głośnej niegdyś powieści Janusza Meissnera „Trzy diamenty". Dla warszawianki asumptem do napisania takiej książki była chęć uhonorowania trzecim diamentem (laurem mistrzostwa szybowcowego) śp. Wojciecha Malca – instruktora, który zginął w wypadku lotniczym (1993). Oprócz tego parę wierszy dedykowała innym, tragicznie zmarłym szybownikom („Pamiętasz?", „Gdybyś słyszał…?"), ale niemal całą resztę poświęciła swoim kolegom i przyjaciołom. Co drugi wiersz ma desygnowanego adresata. Całość przypomina kosz lirycznych kwiatów – jako swoisty prezent dla grona wybrańców. Wśród entuzjastów szybownictwa „Trzeci diament" ma szanse stać się prawdziwym hitem.
Jakby za przykładem autora „Czarnej pończochy" lub Jerzego Utkina z Piły nasza poetka szczególnie upodobała sobie lakoniczną formę ośmiowersu. Jest w tym konsekwentna i – może bardziej od wymienionych – klasyczna. Wojujący „czciciel rymu" Z. Szwaja powinien być ukontentowany – znajdzie tam maksymalne sparzenie rymów: gramatycznych i niedokładnych, żeńskich i męskich, prostych i trudnych. Zauważalne są wpływy A. Asnyka (trzeźwość sądu), A. Achmatowej (analogiczna wrażliwość), K. Wierzyńskiego (radość życia, apetyt na ekstremalne wrażenia). W przypadku tego ostatniego przypominają się frazy: „Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną" lub „Tyle jest we mnie bajecznej pogody". Podobieństwa narzucają się same. Wiersze Anny M. Mróz są klarowne (zrozumiałe), plastyczne (siła wizualności) i pogodne (przewaga optymizmu). Nawet śmierć – z którą użytkownicy powietrznych machin powinni być oswojeni – została tutaj odmalowana powściągliwie i podniośle („Na murawie trzepotał roztrzaskany motyl…" etc.). Autorka wyznaje: „Bo obłok jest kielichem z obietnicą wrażeń / Latanie zaś nałogiem i formą istnienia" („Narkotyk"). Potwierdzają to słowa Janusza Darochy, wielokrotnego medalisty w lataniu precyzyjnym i rajdowym: „Latanie – magiczne uzależnienie, dające poczucie bezkresnej wolności". Potwierdzają to opinie innych mistrzów pilotażu, przytoczone na początku książki.
Jej druga część zawiera fraszki i wiersze satyryczne, w których autorka dworuje sobie z lotniskowych pomocników, młodych adeptów szybownictwa, kursantek, a nawet z doświadczonych pilotów. „Leciał lotnik po odznakę – / Nie doleciał, bo pił sake" – oto drobny przykład humoru a, la Mróz. Z poezją jak z lataniem – raz się trafi na komin, innym razem wpadnie w korkociąg. Na pewno są to zajęcia dla odważnych. „Każdy przecież latać może – / Jeden lepiej, drugi gorzej"…§


Anna Magdalena Mróz: Trzeci diament, Wydawnictwo Autorskie, Warszawa 2009, ss. 96


Wydawnictwo
IW Świadectwo
Warto Zobaczyć:
Polska w zabytkach
Tygodnik polonijny
Przewodnik Toruń
Zbiorniki ciśnieniowe
Wirtualne Szlaki
Travelphoto
Sonda
W internetowym Akancie powinno być: